Kategorie:
Wszystkie
|
2009
|
|
wtorek, 10 stycznia 2012
Godzina zero
Godzina "0" zbliża się dużymi krokami. Jeszcze zaledwie 48 godzin i będę już po laparoskopii. Nie powiem. Trochę się boję. Boję się bólu, boję się tej niewiedzy a w chwili obecnej boję się, że jeszcze przez te parę godzin się pochoruję i trzeba będzie odwołać zabieg. Wszystko mamy dopięte na ostatni guzik. Grzyb bowiem wziął 2 tygodnie urlopu by podczas mojej niedyspozycji mógł zająć się Hanią. Poza tym chyba najbardziej obawiam się tego co powie lekarz. Czy usłyszę, że jednak nie dane mi będzie zostać drugi raz mamą? Oby nie. Dlatego też uprasza się o trzymanie kciuków ;)
wtorek, 27 grudnia 2011
Decyzje zapadły
Zaledwie dwa tygodnie temu decyzje zapadły. Oczywiście decyzje dotyczące dalszego leczenia mojej niepłodności. Otóż 12 stycznia idę na zabieg laparoskopii. Lekarz coś tam pogmera w moim brzuchu i mam nadzieję, że dzięki temu moje jajniki zaczną pracować normalnie ;) Jestem nastawiona bojowo. Humor póki co dopisuje. Nie powiem tego głośno ale cholernie się boję. Nie tylko tego bólu fizycznego (bo próg bólu mam wysoki) ale przede wszystkim rozczarowania. Obawiam się, że ten zabieg mi nie pomoże i trzeba będzie szukać innych rozwiązań. Bo póki jestem nastawiona na działanie to jest super. Dopiero niepowodzenia mocno mnie dołują. Już przez to wszystko raz przechodziłam i bardzo się tego boję.
A z innych tematów to były święta i już ich nie ma. Jakoś w tym roku nie poczułam tej całej magii świąt. Może przez to, że ja wiecznie z wywieszonym jęzorem latam. Praca, przedszkole,dom itp. Jedyna pamiątką po świetach jest oparzenie na ręce, którego nabawiłam się wkładając makowca do piekarnika. Oczywiście makowiec nie wyszedł a na ręce brzydka rana.
piątek, 02 grudnia 2011
Robocop
Zeszły tydzień była dla mnie ciężki. I to bardzo. Zresztą do dnia dzisiejszego w głowie kłębią mi tysiące mysli, przemyśleń. Otóż siedząc w środę w pracy poczułam się gorzej. Postanowiłam wziąć dwa dni wolnego bo wiedziałam co się święci. Oczywiście choróbsko. I naturalnie się nie pomyliłam. W czwartek miałam temperaturę sięgającą prawie do 39,5 st. C To był koszmar. Bolało mnie wszystko łącznie z rzęsami ;) Grzyb musiał iść do pracy a ja zmuszona byłam zwlec się z łóżka by odebrać Hanię z przedszkola. Niestety ale córcia moja nie była dla mnie wyrozumiała tego dnia. Kolejne dni zresztą były podobne. Zresztą co ja się tam będę rozpisywać o mojej chorobie. Generalnie zdałam sobie sprawę, że ja jako matka muszę być niczym Robocop. Nie mam bowiem na kogo liczyć w sytuacjach kryzysowych. Grzyb ma taką pracę, że z dnia n a dzień nie może wziąć urlopu więc odpada. Dotychczas ewentualnie mogłam liczyć na moją rodzicielkę ale odkąd pracuje jej dyspozycyjność zmalała i to bardzo. Zostałam więc sama. I to trochę mnie przeraża tym bardziej, że już od stycznia zaczynamy kolejne starania o rodzeństwo dla Hani. Czasem chce mi się wyć z tej bezsilności. Bo na kogo ja będę mogła liczyć gdy będzie dwójka dzieci?
środa, 23 listopada 2011
Święto Niepodległości
To Święto Niepodległości spędziliśmy wyjątkowo. Otóż odwiedziliśmy moją przyjaciółkę w Poznaniu. Dzięki tej wizycie po raz pierwszy w życiu mieliśmy okazję wziąć udział w Święcie Marcina. Muszę przyznać, że to bardzo zorganizowane święto miasta. Oczywiście wszędzie dookoła były Rogale Świętomarcińskie, kramy, dobra zabawa itp. Wieczorem natomiast byliśmy na koncercie Maleńczuka i już dawno tak się nie wyskakałam i pobawiłam. A do tego mogłam śpiewać bezkarnie i nikt mi nie zwracał uwagi, że fałszuję ;) Sam Poznań bardzo mi się podobał i już wiem, że tam wrócimy. Tym razem może latem bo jedynym minusem naszej wizyty była temperatura. Zresztą ujemna ;) Poza tym godzinami mogłam rozmawiać z Agą czego również bardzo mi brakowało. Generalnie wyjazd naładował nam mocno akumulatory. Szkoda jedynie, że trochę zrujnował budżet. Ale coś za coś ;)
środa, 12 października 2011
Niezdecydowana
Drugi tydzień choruję. I mam już dość. Niby fajnie posiedzieć w domu i nie wstawać o tej 5,25 ale z drugiej strony nosi mnie. Chciałabym coś zrobić i nie bardzo wiem co. Taka niezdecydowana jestem ;) Pogoda za oknem działa na mnie depresyjnie. Chciałabym jeszcze trochę pojeździć na działkę by tam popracować fizycznie ale przy temperaturze 8 st. C to średnia przyjemność. Idę czytać mój najnowszy nabytek. Może to choć troszkę mnie pocieszy i zrelaksuje.
wtorek, 27 września 2011
Przeszło rok
Łooo matko! Ileż mnie tutaj na blogu nie było. Przeszło rok... Kto by pomyślał. Częściowo to przez to, że zapomniałam o nim. Po trochę również przez chroniczny brak czasu. Ale z drugiej strony kto dzisiaj nie narzeka na brak czas, prawda? Dlatego marne to usprawiedliwienie;) To co? Mały bilansik i słowa przyrzeczenia wystarczą? W sumie nie wiem czy tego bloga jeszcze ktoś czyta ale warto spróbować ;)
Zacznę od ostatniego wpisu. Suma sumarum udało mi się zrzucić gdzieś około 13 kg. Jeszcze dużo do zrobienia ale zawsze to coś na minusie. Już za kilka dni zaczynamy razem z Grzybem stosować dietę Dukana. Muszę bowiem jeszcze zrzucić jakieś 10 kg do planowanego zabiegu operacyjnego (ale o tym potem). Zawodowo nadal się spełniałam na etacie państwowym. Lubię swoją pracę choć bywają ciężkie dni i jedna wyjątkowo ciężka współpracownica w wieku mojej mamy. Zaciskam jednak zęby bo już niedużo zostało jej do emerytury ;) A ja jednak mam zdecydowanie więcej. W sferze rodzinnej tez nie ma dużych zmian. Mąż ten sam. Dziecko w wieku 4 lat to samo. Hania jest dużą, zaradną i strasznie cwaną dziewczynką. Nie da sobie w kaszę dmuchać co nierzadko doprowadza mnie do furii. Ciekawe po kim ona ma ten charakterek? ;) Jedno z naszych marzeń spełniliśmy i od zeszłego maja na naszej działce stoi piękny, drewniany domek do którego jeździmy praktycznie co weekend. Od ponad dwóch lat walczymy również o rodzeństwo dla naszej żywiołowej córci. Nadal niestety bez skutku. Moje dolegliwości rozszalały się na dobre i nie chcą odpuścić. Na szczęście trafiłam na super osoby, które mają podobne problemy co my i to one właśnie pokierowały mnie na właściwy tor. Znalazłam cudowną lekarkę zajmującą się tematyką niepłodności i działamy. Pod koniec roku mam mieć laparoskopię po której wszystko się może zdarzyć. A poza tym jesteśmy świeżo po urlopie, z mocno naładowanymi akumulatorami.
C'est tout pour le moment . Merci :D :D :D
czwartek, 02 września 2010
Zaległości
Od kilku dni myślę nad tym, żeby coś tu wpisać. Chcę po prostu nadrobić zaległości. Pracuje i znów jestem szczęśliwa. Bo lubię to co robię, lubię ludzi z którymi przebywam i spełniam się. Ktoś mógłby popukać się w głowę zadając pytanie jak można się spełniać jako urzędnik państwowy ale ja czuję, że w końcu znalazłam swoje miejsce na ziemi ;) I dobrze mi z tym :D Doszłam bowiem do wniosku, ze na dłuższą metę nie nadaję się kompletnie do siedzenia w domu. Nie jestem typem kobiety domowej, która spełnia się prowadząc dom. Wiem, że to ciężka i żmudna praca. Jednak nie dla mnie ;) Ja do szczęścia muszę mieć ludzi wokół siebie. Zaczęłam też walczyć z nadmiernymi kilogramami. Każdy zgubiony kilogram tłuszczu zbliża mnie do upragnionego dziecka. To olbrzymia motywacja. Za radą kilku mądrych ludzi skorzystałam z usług dietetyka. Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła się czym pochwalić a narazie proszę zaciskać mocno kciuki ;)
czwartek, 15 lipca 2010
Zdałam
Dzisiaj po 11 latach od momentu rozpoczęcia kursu na prawo jazdy ZDAŁAM egzamin teoretyczny i praktyczny za pierwszym razem :D Jestem bardzo szczęsliwa bo nie dość, że to nie lada sztuka to jeszcze jest to moja przepustka do wolności. Jeszcze tylko kupię coś małego i zaczniemy sobie jeździć z Hanką po świecie tym bliższym i dalszym. Jutro będę to świętować w gronie przyjaciół poznanych na jednym z forów internetowych gdzie się udzielam. Hurrrraaaa!!
wtorek, 06 lipca 2010
30 lat minęło ...
W sobotę świętowaliśmy moje 30 urodziny. Bawiliśmy się w gronie sprawdzonych przyjaciół. Przyznam szczerze, że już dawno tak się nie uśmiałam jak tego sobotniego wieczoru. Było super!! Może też po trochu przez to, że już mam pracę i połowa moich zmartwień poszła w cholerę? Dziś zaś jadę z Hanią na krótki urlopik. Będziemy go spędzać w naszym domku letniskowym. Oczywiście w dość spartańskich warunkach bo jeszcze nie jest wykończony ale kto by na to zwracał uwagę;)
piątek, 02 lipca 2010
Prezent na urodziny
Urodziny zbliżają się wielkimi krokami. Są o tyle wyjątkowe, że dość okrągłe. W końcu bowiem będę mogła się przekonać co znaczy powiedzenie:"życie zaczyna się po 30 :D". Prezentem jednak, który sprawił mi tyle radości, że aż popłakałam się to telefon z kadr jednego z urzędów państwowych z informacją, że wygrałam konkurs na stanowisko inspektora i że od 19 lipca zaczynam pracę. Jestem taka szczęśliwa. Wiem, że dla jednych znalezienie pracy to pestka ale ja tak wcale nie uważam. I mimo, że pracy szukałam intensywnie gdzieś od 3 miesięcy to miałam swoje jazdy jak na kolejce górskiej. Do tego pewna satysfakcja, że wybrano mnie bo jakąś tam wiedzę posiadam, mam doświadczenie a na dodatek w stresie potrafiłam też rozwiązać test analitycznego myślenia ;) Przyznam szczerze, że jeszcze takiej rekrutacji jak u mojego nowego pracodowacy to dotychczas nie przechodziłam. Jedynie czytałam na różnych portalach pracowych, że coś takiego się dzieje. I co najważniejsze to jednak można znaleźć bez znajomości i tzw. pleców pracę w administracji państwowej. To pocieszające :D
|
Zakładki:
Podczytuje
Tu często bywam
|